• Wpisów:1627
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:146 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 720 901 / 3282 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dzisiaj taki szybki, krótki i treściwy post kosmetyczny. Dawno takich nie było, więc postanowiłam to nadrobić

Pewnie słyszałyście już o kredkach do ust z Golden Rose. Ja o nich pierwszy raz usłyszałam od Kasi z bloga Loveandgreatshoes. Kupiłam sobie odcień 10 i okazało się, że jest niemalże identyczny jak moja ulubiona matowa pomadka z Manhattana, co zaraz zobaczycie na zdjęciach, gdyż na każdym z nich mam nałożone obydwie pomadki. Dodatkowo mimo, że ta pomadka jest matowa to nie czuje jakiegoś mocnego ściągnięcia ust jak było przy tym macie http://goldenrose.pl/produkty/usta/pomadki/matte-velvet-lipstick-98.html tej samej firmy. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że ona lekko wygładza i nawilża, bo moje usta mają tendencję do wysychania i pękania a po użyciu są gładkie i miękkie

Na pewno na jednej sztuce się nie skończy
Macie już może doświadczenie z tą pomadką, jestem ciekawa Waszej opinii na jej temat







  • awatar Fashionatka: @asiulelek: jaki zbieg okoliczności, kolejny kolor który kupiłam to właśnie 08, u mnie te pomadki z manhattanu też wysuszają i ściągają usta, a przy chęci poprawienia zaczyna się nieestetycznie wałkować
  • awatar asiulelek: fajna konsystencja masełka do ust, mam ciemniejszy kolorek (08- taki brudny bordo-róż) i też jestem mega zadowolona :) Moje usta BARDZO łatwo wysychają, wiec i tak w trakcie dnia widać jakieś suche skórki, ale zwykła wazelina i na to ta pomadka w kredce z goldenrose i jest przez kilka godzin super :) A co do tej pomadki z manhattanu...mam dwa kolory- krwista czerwień i drugą, taką zgaszoną i o ile kolory sa przepiękne, to mi tez bardzo wysuszają :/
  • awatar Anablog: Apetyczne ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Ten tydzień wyjątkowo rozpieścił mnie piękną pogodą. Może nie było za ciepło, ale słońce wynagrodziło nie za wysokie słupki temperatury. Kto śledzie mojego instagrama i snapachata, wie że ja już powoli zaczyna wchodzić w świąteczne klimaty. Odliczanie do świąt jest o tyle milsze, że to jest ten fajny czas spędzamy w cudownym rodzinnym gronie. W tym roku jeszcze będziemy chcieli dokończyć pokój Zosi. Na razie jednak ciii, nic więcej nie mówię, żeby nie zapeszać, bo wiadomo my możemy sobie planować, a życie i tak te plany lubi zweryfikować po swojemu.

Już coraz mocnej zastanawiamy się nad prezentem pod choinkę dla Zosi. W pierwszy planie był duży zestaw klocków Lego Duplo, ale zastanawiamy się też nad dużymi puzzlami od CZuCZu, bo to druga po klockach ulubiona zabawa Zosi, albo nad kuchnią. Na pewno będzie coś z tych wyżej wymienionych rzecz, chyba że w międzyczasie coś jeszcze nam wpadnie w oko

koszulka, sweter - primark
spodnie - zara
naszyjnik - iloko.pl
buty - deichamnn









  • awatar Gość: Fajnie wyglądasz
  • awatar Gość: Super ♡ stylizacja ♡
  • awatar blizniaczka: trzymam kciuki ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Niestety na takie buty jak w dzisiejszym zestawie jest już za zimno i będą musiały grzecznie poczeka w pudełku na cieplejsze dni. U mnie ostatnio pogoda to jakiś istny armagedon i dobrze, że na dysku ma kilka zestawów, które były sfotografowane, kiedy pogoda była bardziej znośna.

Mam takie ciuchy, że ubieram je tylko w dane pory roku, nie tylko ze względu na ich ciepło, ale też przez kolor. Tak własnie mam z tym swetrem. Najbardziej lubię go zakładać jesienią i zimą. Jakoś tak mi pasuje kolorystycznie najpierw do jesiennych liści, a potem do zimy i klimatu świątecznego. Przy okazji pisania tej notki przypomniało mi się, że mam tez sweter, który pasuje tylko i wyłącznie w okresie zimowo-świątecznym.

sweter - atmoshere sh
koszulka - new look sh
spodnie - primark
naszyjnik - sotho.pl
buty - primark













  • awatar Fashionatka: @karolajna.blog: dziękuje :) zdjęcia robię starym już dziadkiem Canonem 1000D, do tego używam obiektywu 50mm f 1.8
  • awatar Fashionatka: @nessy78: dziękuje za miłe słowa :)
  • awatar Fashionatka: @gość: zgadza się :) zapomniałam dopisać :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Jestem osobą, która bardzo łatwo się wzrusza, a po urodzeniu Zosi to już w ogóle, mam takie dni, że co chwilę mam łzy w oczach.

Reklamy to coś czego większość ludzi nie cierpi, pomijając dzieciaki, one je uwielbiają W tej chwili większość kanałów po prostu przegina z długością bloków reklamowych (15-20min).

Jednak w tym całym szalony i jednocześnie strasznym świcie, zdarzają się takie spoty, które mocno łapią za serce i zapadają w pamięć, oraz poruszają wartości, które są często zapominane.

Własnie takimi reklamami są spoty Allegro. Nie wiem jak Was, ale mnie te dwa krótkie filmiki bardzo rozczulają. Pokazują, że nie rzeczy materialne są ważne, ale własnie te które nie możemy kupić za żadne pieniądze świata.




Ten filmik reklamą już nie jest, jest doświadczeniem przeprowadzonym przez youtubera Coby Persina pokazującym w jaką, niekoniecznie dobrą stronę zmierza nasz świat. Jednak koniec tego filmu ukazuje, że mimo wszystko jest iskierka nadziei i nie wszystkim brakuje empatii.
  • awatar Tosiowo: hehe myślałam, że tylko ja rycze na reklamach ;)
  • awatar blizniaczka: a wiesz czemu nas wzruszają? - bo to chodzi o nasz rocznik- te wspomnienia ,nasze czasy-aż się poryczałam
  • awatar blog.carolicious: Reklamy Allegro są cudowne :) ! podobała mi się też ta z tym wnętrzem mieszkania :D na tej z psem - ryczę! :) a jeśli chodzi o ten prank, to prawda jest taka, że niektórzy ludzie naciągają metodą "na dziecko", "na pieska" czy na "inwalidę" :( Myślę, że ludzie odebrali to po prostu jako szczerość- a to się dzisiaj ceni. Gość zbiera na narkotyki i alkohol? spoko, przynajmniej nie kłamie, że na dziecko. Np u mnie w mieście facet rozwozi po ruchliwych skrzyżowaniach grupkę osób bez rąk, bez nóg itd, oni zbierają pieniądze, a na koniec dnia rozliczają się, serio .. Cóż.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Coraz rzadziej chodzę w spódnicach. Zauważyła że w moim życiu spódnica jest taką sinusoidą. Raz jest jedną z moich ulubionych części garderoby, by za chwile być schowana gdzieś głęboko na dno szafy. Czasami jedna nachodzi mnie ochota, żeby wyglądać bardziej kobieco i nie tylko spodnie i płaskie buty, a właśnie rzeczona spódnica i obcasy.

Bardzo lubię połączenie mojej czarnej spódnicy z koła z wszelkiego rodzaju koszulami i bluzkami koszulowymi. Tym razem postawiłam na klasyczne połączenie kolorów. Powiem Wam szczerze, że nigdy nie przepadałam za czerwienią w ubraniach, ale kraciasta czerwona koszula to taki klasyk, że polubiłyśmy się od pierwszego założenia. Tak bardzo, że przez pewnie czas miałam wrażenie, że chodzę w niej non stop i łączę praktycznie ze wszystkim.

koszula - house
spódnica - h&m
botki - allegro







  • awatar BabyBlu: Bardzo ładnie wyglądasz:)
  • awatar edkarzadzi: Wyglądasz super w tym zestawie, klasycznie i bardzo rockowo, od dawna zaglądam do Twojego bloga i niezmiennie poziom jest extra,trzymaj tak dalej!
  • awatar Gość: Bo czerwień nie pasuje do Twojego typu urody, lepiej Ci w błękitach. A do połączenia takich butów i gołych nóg nie jestem przekonana
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (23) ›
 

 
Pastele uwielbiam o każdej porze roku, szczególnie teraz gdy mam jaśniejsze włosy, czuje się w nich bardzo dobrze. Sweter z dzisiejszego wpisu to jedna z moich ciuchlndowych perełek. 100% kaszmir jest po protu idealny na jesień i zimę. Jest w nim tak przyjemnie miękko i ciepło. ostatnio coraz większą uwagę zwracam na skład ubrań, które kupuje. Jeżeli lubicie szukać ciuchów właśnie w lumpeksach, polecam polowanie właśnie na rzeczy z kaszmiru i wełny. Tam kupicie je za grosze, a będą Wam dobrze służyć przez kilka sezonów. Mój błękitny sweter grzeje mnie już drug sezon i mam nadzieję, że będzie to robił prze kilka kolejnych

sweter - atmosphere
sweter - marks&spence sh
spodnie - mango
buty - deichmann
naszyjnik - sotho.pl













Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Temat niezwykle sporny i powodujący iskrzenie. Robić, nie robić, kiedy, jak etc. Mamy przeciwniczki porównują to do niemal znęcania i pastwienia się nad dzieckiem, oraz naruszaniu jego wolności osobistej. Inne zachwycają się pięknie połyskującymi diamencikami już u dwu, trzymiesięcznych maluchów.

I bądź tu człowieku mądry... Czy w ty temacie można znaleźć złoty środek, czy on w ogóle istnieje. Mi się wydaje, że nie bo jeżeli ktoś jest przeciwny, to można stawać na głowie a i tak tej osoby się nie przekona i to działa w drugą stronę.

A ja Wam powiem jak było u nas. Ja kolczyki posiadam już bardzo długo. Gdy miałam 6-7lat i będąc razem z babcią u naszej rodziny w Warszawie, zostałam zaprowadzona do kosmetyczki. Pamiętam moją radość i podekscytowanie tym , że zaraz będę miała przebite uszy, tym że sama mogłam wybrać sobie specjalne kolczyki do przebicia. Do dziś je pamiętam, to były gwiazdki z błękitnym oczkiem, Niestety w zawirowaniach koleżeńskich wymian, gdzieś mi przepadły, czego żałuje do dziś. Byłam już na tyle duża, ze pamiętam każdy szczegół, nawet huk pistoletu. Nic mnie nie bolało, sprawa została załatwiona szybko i błyskawicznie, resztę dziurek które am w uszach robiłam sobie sama. nos też sobie sama przebiłam, ale to już inna historia.

Wracając do Zosi, w grudniu minie już rok od kiedy ma przebite uszy. Pierwotny pomysł był taki, aby poczekać z tym do czasu kiedy sama zadecyduje o tym zabiegu. Po zapoznaniu się z tematem, to ku zdziwieniu to mój Mąż rzucił temat, żeby nie czekać i pójść trochę na "żywioł". Zrobiłam rozeznanie gdzie najlepiej udać się z dzieckiem, bo niestety nie każdy salon, w którym macie opcję przebijania uszu nadaje się do przebijani ich małym dzieciom. Ważna jest rozmowa z osobą, która będzie to wykonywać. Jeżeli słyszycie, ze ten zabieg jest mega bolesny, i ogólnie ktoś zaczyna straszyć, dajcie sobie spokój z tym salonem. My z polecenia naszej znajomej udaliśmy się do salonu kosmetycznego w Puławach, gdzie przyjęła nas bardzo miła i ciepła właścicielka. Najpierw zapoznaliśmy się z salonem, wspólnie wybraliśmy kolczyki. Potem pani narysowała na uszach Zosi miejsce przebicia, tak, żeby to było równo, znieczuliła uszy i przeszła do zabiegu. Oczywiście nie obyło się bez łez, ale myślę, że to była wina nagłego huku, jaki robi pistolet. Jednak chwilę po zabiegu po płaczu nie było nawet śladu.
Zabieg był ok 16, do końca dnia na uszach utrzymało się delikatne zaczerwienienie. Dostaliśmy zalecenia, aby uszy przemywać spirytusem czy pryskać oniseptem gdyby były mocno zaczerwienione, tak nie przemywać niczym i delikatnie nimi kręcić. Na drugi dzień już nie było śladu, że uszy są świeżo po przebiciu. Przy kąpaniu specjalnie ich nie chroniłam przed wodą, przemywałam woda z mydłem. Na mojej córce podobnie jak na mnie wszystko goi się bardzo szybko.

Bałam się też czy nie będzie dotykać tych uszu, szarpać itp. Zosia w momencie przebicia miała już 1,5 roku, więc powiedzieliśmy jej, ze ma kolczyki w uszach i nie można ich dotykać. Na święta Bożego narodzenia podchodziła do każdego i zalotnie pokazywała swoją nową biżuterię. Teraz tez często o niej wspomina, bardzo lubi zmieniać kolczyki.

Z własnego doświadczenia uważa, że 1,5 roku to zaś od kiedy najlepiej zdecydować się na przebicie uszu. Dziecko już wtedy jest na tyle rozumne, żeby nie ciągnąć i nie majstrować nic przy uszach. Dobrze jest wybrać chłodniejszą porę roku, wtedy lepiej się wszystko goi.
Nie jestem za przebijaniem uszu bardzo małym dzieciom, takim do roku.

Musicie rozważyć wszystkie za i przeciw. Tak jak pisałam powyżej jednym się to podoba i to akceptują inni są zaciętymi przeciwnikami.

  • awatar Gość: wiejskie pochodzenie = przebijanie uszu u małych dzieci. I tyle w temacie.
  • awatar Julia Aleksandra: Ja sama zdecydowałam o kolczykach, miałam wtedy 8 albo 9 lat, nawet nie pamiętam dokładnie :D
  • awatar Gość: @MRL: O jej masz kompleksy biedna jesteś
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (36) ›
 

 
Ostatnim wpisem trochę zgorszyłam co poniektórych czytelników bloga, więc dzisiaj zasłaniam prawie wszystko

Sukienkę upolowałam latem w ciuchlandzie. Spodobał mi się nie tylko ze względu na wzór i materiał, ale również za długość, która często jest dosyć problematyczną. Mi w tej długości podoba się to w jaki sposób fajnie podkreśla łydki.

Często we wpisach pytacie mnie o mój naszyjnik, z którym odkąd do mnie dotarł nie rozstaje się nawet na chwilę. jest połączeniem dwóch łańcuszków o różnej długości, z dwiema karmami, bo co dwie karmy to nie jedna Przy zapięciu posiada też mała blaszkę z napisem sotho. Tutaj macie link do niegohttp://www.sotho.pl/home/1042-srebrny-podwojny-naszyjnik-z-karma.html . W tej chwili jest w przecenie, więc tym bardziej warto go zamówić. Ja go mam od połowy czerwca, tak jak napisałam powyżej chodzę w nim non stop i nic kompletnie się z nim nie dzieję, więc polecam go w 100%.

sukienka - f&f sh
kurtka - sheinside
buty - allegro
naszyjnik - sotho.pl








  • awatar Fashionatka: @martusha: fajnie jest przeczytać, że kogoś cieszy to, że nadal bloguje :)
  • awatar Fashionatka: @Anablog: bardzo miło mi to czytać :)
  • awatar martusha: Fajnie wejść po 3 latach na pingera i widzieć, że dalej bloggujesz! X
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (26) ›
 

 
To nic odkrywczego, ze lato mija stanowczo za szybko. Gdy przychodzi jesień, a ja słyszę, że cały tydzień, dzień w dzień ma padać deszcz, mam ochotę zakopać się pod kocem z kubkiem pachnącej herbaty z cytryną i sokiem malinowym i nie wysunąć nos nawet na milimetr. Żeby to ciepło jeszcze chociaż na chwilę zachować wstawiam Wam jedne z ostatnich letnich setów.

bluzka - top shop sh
szorty - shinside
sweter - atmosphere
buty - deichmann
naszyjnik - sotho.pl






  • awatar Testoholiczka: Świetna stylizacja!!!! :)
  • awatar effka: @Fashionatka: a widzisz nie zauwazylam ;) tak czy siak sliczna stylizacja ;)
  • awatar Fashionatka: @gość: gust to pojęcie bardzo względne i podobno się o nim nie dyskutuje ;) z miłą chęcią poznałabym w Twoim mniemaniu osoby, które tą modą potrafią się bawić, więc z niecierpliwością czekam na przykłady :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
O pogodzie pisać nie będę, bo każdy widzi że zupełnie nie zachęca do wychodzenia, już nie mówiąc o jakichkolwiek zdjęciach.

Kiedyś zaszłam do "mojego" ciucha, kiedy wszystko było po 2zł. Pośród wielu ciuchów wisiała spódnica z dzisiejszego postu. Jej rozmiar był kilka razy większy niż ten, który noszę. To jednak nie zniechęciło mnie do jej kupna. Stwierdziłam, że jak jej nie przerobię dla siebie, to taka ilość cekinów na pewno kiedyś się przyda. W ubiegłym roku przed Bożym narodzeniem dopadła mnie wena i ją przerobiła. Wciągnęłam gumę w pas i takim oto sposobem uzyskałam spódnice, w której widzieliście mnie w zestawieniu świątecznym. W tym roku w sierpniu wykorzystałam ten zestaw w drugim dniu wesela. Był to zestaw ratunkowy, ponieważ wcześniejsza kreacją, którą miałam uległa zamoczeniu. Niestety nie zrobiłam w niej żadnych zdjęć na weselu, ale nadrabiam to później. Dzisiaj w to smętne, zimne i deszczowe jesienne popołudnie, chciałabym Wam zaprezentować ten ubiór.


bluzka - top shop sh
spódnica - new look sh
buty - nn
zegarek - jelly shop










Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 
Od dwóch dni jesień daje nieźle w kość zimnym wiatrem i niską temperaturą, a ja na dysku mam jeszcze kilka setów z tej ciepłej jesieni, wiec niech Was nie zdziwi fakt, jak przez kilka następnych wpisów będą się pojawiać zestawy niezbyt adekwatne do panującej aury. Przynajmniej tak jeszcze będę mogła przez chwilę zatrzymać wspomnienia o cieplejszych dniach.

Kombinezon z dzisiejszego zestawu, kupiłam pod koniec sierpnia. Wisiał smętnie,nikt nie zwrócił na niego uwagi oprócz mnie. Spodobał mi się wzór na materiale, ale jakoś tak nie do końca byłam pewna czy go chce, bo już lato sie kończyło, już jeden kombinezon tego typu miałam. Ostatecznie go kupiłam i nie żałuje, bo teraz mogę Wam powiedzieć, że jeszcze w tym sezonie zdążyłam go założyć kilka razy i na pewno założę go w następnym sezonie

kombinezon - sh
marynarka - h&m
buty - nn








Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Ostatnio pisałam Wam o reklamacji bluzki z Bershka. Po 6 tygodniach przy okazji innych zakupów udałam się do sklepu, żeby dowiedzieć się jak została rozpatrzona. Część z Was pisała, że jak się nie odezwali to reklamacja jest uznana. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że została odrzucona, ponieważ uznali, że dziury powstały w sposób mechaniczny, gdzie bluzka była prana ręcznie. Pani ze sklepu powiedziała mi, że mogę się odwoływać od tej decyzji, ale dałam sobie spokój.

Na instagramie zgadałam się z dziewczynami, że teraz niektóre sklepy nawet nie wysyłają reklamowanych rzeczy do oglądu rzeczoznawcy, tylko sami rozpatrują je najczęściej negatywnie.

Podsumowując sklep zostawił bardzo słabe wrażenie, tym bardziej że lubiłam robić w nim zakupy. Z racji odziedziczenia po mojej babci umiejętności cerowania bluzka została uratowana i możecie dzisiaj oglądać ją w tym zestawie wypuszczoną i wpuszczoną w spódnicę. Osobiście obydwie wersję podobają mi się tak samo.

bluzka - bershka
spódnica - h&m
buty - allegro










  • awatar Pearlita: Urzekająco wyglądasz :) Tak to jest z tymi reklamacjami, szkoda czasu na nie.
  • awatar Casey: @Fashionatka: Też kiedyś tego nie wiedziałam i poszłam już po terminie do Deichmanna pytać o reklamowane buty. Okazało się, że reklamację odrzucono. Wzięłam buty i poszłam do domu. Teraz już wiem, że mogłam, mimo odrzucenia reklamacji, żądać zwrotu gotówki. No ale mądry Polak po szkodzie ;)
  • awatar Rózia Fruzia ♕: Ciekawa bluzka :) Fajna stylówka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Bunt dwu, trzy cztero itd. latka. Tak często określamy złe zachowanie naszych dzieci. Jest mnóstwo szkół i pomysłów jak ten czas przetrwać. Może jednak odpowiedź na to nękające wszystkich rodziców przypadłość okazuje się banalnie prosta?

Gdy Zosia kolejny dzień doprowadzała mnie niemal do białej gorączki, zaczęłam szuka odpowiedzi na dręczące mnie pytania w internecie.W końcu jest jakaś metoda na dziecko, które mówi na wszystko nie, chce mieć daną rzecz tu i teraz i nie słucha żadnych argumentów. Takim oto sposobem trafiłam na ten blog i tern artykuł http://uptoclouds.pl/10-motywowanie-dziecka/94-zle-zachowujace-sie-dzieci-wcale-nie-sa-niedobre
Jest on bardzo krótki, ale jakże treściwy i dający do myślenia. Ta to już bywa, że zachwycamy się budowlą z klocków raz, dwa, a potem mówimy ok, a kolejnym razem mówimy po prostu, ze nie mamy czasu, bo mamy inne ważne (dla nas) zajęcia. Przecież dla dziecka każda budowla z kloców, ta pierwsza i ta setna jest tak samo ważna i tak samo mocno chcą, abyśmy poświecili ta chwilę na zachwycenie się, pochwalenie i dobre słowo. Dajemy dzieciom telefon, tablet, włączamy tv, żeby mieć trochę trochę spokoju. Na placu zabaw puszczamy dziecko, a sami zajmujemy się rozmową z innymi mamami, czy zatapiamy nos w ekranie telefonu. Oddajemy dzieci do przedszkola tylko po to, żeby sobie od nich "odpocząć". Takich przykładów mogłabym podawać jeszcze wiele i pewnie każda/y Was mógłby dodać kolejne.

Zauważam pewną zależność - im mniej czasu mam dla Zosi tym ona jest bardziej niegrzeczna, a jest tak bo chce swoim zachowaniem zwrócić na siebie uwagę. Wiadomo w dzisiejszych czasach, gdy jest się w pracy od rana do wieczora, trzeba jeszcze ogarnąć dom, zrobić zakupy, ugotować obiad, czasu na przebywanie z dzieckiem zostaje już niewiele, ale ten tekst który zalinkowałam dał mi do myślenia, że dzieci tak szybko rosną i nawet się nie obejrzymy, kiedy nie będą chciały spędzać z nami czasu, bo będą miały swoje życie.

Ktoś może powiedzieć, że ja z racji że nie pracuje zawodowo, mogę tego czasu poświęcać bardzo dużo. Pewnie, że tak w końcu jesteśmy ze sobą 24/h 7 dni w tygodniu, ale to nie znaczy że zawsze mam czas, żeby w 100% skupić się na Zosi, bo jest sterta prasowania, bo obiad do ugotowania, bo coś tam innego. I teraz gdy patrzę na to wszystko z perspektywy tego tekstu, wiem że wiele rzeczy może poczekać, za to moje dziecko nie powinno. To jej potrzeby powinny być na pierwszy miejscu. Oczywiście to Wy znacie swoje dzieci jak nikt inny o to Wy musicie wiedzieć, kiedy Wasze dziecko potrzebuje faktycznie uwagi, a kiedy chce coś wymusić, płaczem, krzykiem, tupaniem czy innymi metodami.

Ja zamierzam ten artykuł wryć głęboko do głowy i za jakiś czas opowiem Wam co z tego wyszło. Czy faktycznie bliskość i poświecenie uwagi jest skuteczną metodą na złe zachowanie.


  • awatar Fashionatka: @Kasia: chyba trochę źle zrozumiałaś to co tutaj napisałam, nie jestem za tym aby zapominać o swoich potrzebach, widzieć tylko potrzeby dziecka, zgadzam się z tym co napisałaś w 100% i sama tak robię, wtedy kiedy moje dziecko mnie potrzebuje to jestem, ale również mam czas na swoje potrzeby, na prowadzenie bloga, spotkania z koleżankami, wyjście do kosmetyczki, czytanie książek etc. bo gdybym tego nie robiła to pewnie bym dawno już oszalała, macierzyństwo nie powinno obdzierać nas z kobiecości, nie można też pozwolić aby dzieci wchodziły nam na głowę, mi bardziej chodziło, o to że czasami przekładamy za bardzo rzeczy które mogą poczekać nad czasem, który spędzamy z dzieckiem
  • awatar Gość: Ale oprócz tego jestem też kobietą, żoną. Każdy potrzebuje czasu tylko dla siebie - wyjść do kosmetyczki, na zakupy, poczytać dobrą książke, z dzieckiem do kina. Wszystko z umiarem - nie dajmy się zwariować, nie zatraćmy się w tym macierzyństwie ;) Dzieci którym się dogadza we wszystkim to są niestety rozpuszczone dzieci - ileś to razy obserwowałam krzyki i płacze ok. 10 letniej dziewczynki że nie dostanie tego czy tamtego. Pomimo tego, że dzieci są małe to już kształtuje się ich charakter, muszą wiedzieć że rodzice są nie tylko rodzicami :)
  • awatar Gość: Rzeczywiście to jest bardzo trudna i problematyczna sprawa - czy moje dziecko marudzi, bo nie mam dla niego czasu ? Czy się staram wystarczająco ? Mam jednak troszkę odmienne zdanie od Ciebie. Przede wszystkim trzeba utrzymać zdrowe relacje matka - dziecko. To ja jestem rodzicem, to ja wychowuje i przekazuje system wartości, nie robi już na mnie wrażenia to że dziecko kopie, krzyczy, gryzie gdy coś mu się nie podoba. Jak na razie to ja decyduje i dziecko niestety musi się do tego dostosować ;) A co do poświęcania 100 % swojego czasu dziecko - oczywiście, uważam że powinniśmy dawać dzieciom jak najwięcej od siebie. Jednak nigdy nie oddaje swojemu dziecko 100 & swojego wolnego czasu. Nie oddaje również dziecka do przedszkola żeby się go pozbyć, jak to napisałaś. Oddaje dlatego, żeby miało kontakt z rówieśnikami, żeby rozwijało prawidłowe relacje międzyludzkie. To, że urodziłam dziecko, nie oznacza że zatraciłam siebie i swoją osobowość. Oczywiście, syn jest priorytetem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Wy też lubicie łowić okazję? Ja wprost uwielbiam, mam w sobie nutkę łowcy Dlatego lubię szperać po ciuchlandach, przeglądać sklepy internetowe w poszukiwaniu fajnych rzeczy za "groszowe" sprawy. Bluzkę z dzisiejszego wpisu kupiłam za całe 17,50 przy okazji robienia zakupów dla Zosi. Za kilka dni widziałam taką samą w sklepie stacjonarnym po jej pierwotnej cenie czyli 39,90.

Niestety czasami okazja przeradza się w porażkę. Na wyprzedaży w Bershka, kupiłam bardzo fajną bluzkę z łączonych materiałów, krojem bardzo podobną do tej z dzisiejszego wpisu. Z racji, że z tyłu miała bardzo delikatny materiał, uprałam ją ręcznie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po zdjęciu jej z suszarki na przodzie znalazłam 5 dziur a napis stracił swoją świeżość Bluzka nie kosztowała dużo bo tylko 30 zł. Wydaje mi się, że rzecz która pierwotnie kosztowała 60 zł powinna być zrobiona trochę lepiej. Oczywiście oddałam ją do reklamacji i cały czas czekam na jej rozpatrzenie. Podobno to trwa 2 tygodnie i po tym czasie miałam dostać od sklepu wiadomość, niestety minęło już więcej a sklep jakoś nie kwapi się do przekazania mi informacji co z moją reklamacją. Powiem Wam szczerz e zawiodłam się na tym sklepie, który wcześniej lubiłam. Myślę, że ta bluzka to był mój ostatni zakup. Jak widać nie każda okazja, jest okazją.

bluzka - h&m
spodnie - mango
torebka - primark
buty - http://www.czasnabuty.pl/?affiliate=fashionatka
zegarek - jelly shop
naszyjnik - sotho.pl










  • awatar Purple Dream: Kochana wyglądasz cudownie w tych spodniach! Świetny zestaw :)
  • awatar LadyChatNoir: Jeżeli do 2 tyg. nie poinformowali Cię o rozpatrzeniu reklamacji to jest ona uznana za zasadną czyli masz prawo odebrać pieniądze. Tak mówi ustawa i nic nie mogą na to poradzić :)
  • awatar Gość: oj tak ślicznie wyglądasz : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Są takie piosenki, które wywołują łzy. Nie u każdego, ale u tych którzy słuchając słów, mogą je dopasować do samych siebie.

Są też takie, które po mimo łez dają nadzieje i pozytywnego kopa.

Dziękuje Wam za wszystkie ciepłe słowa. Za słowa otuchy i trzymania kciuków.
Kobiety to takie głupie istoty, choć wiedzą że będzie dobrze, to i tak będą się zamartwiać.

Jestem bardzo wdzięczna za to, że mam Zosię, bez niej pewnie byłoby o wiele gorzej podnieść się po tym co mnie spotkało, ale instynkt macierzyński to taki straszny twór, który wchodzi do głowy i choć dokładnie wiesz,że myślenie o tym nie pomaga, wręcz przeciwnie, ciężko go wyłączyć.
Niby człowiek wie o tym, że wiele osób spotyka poronienie na różnych etapach ciąży, ale gdy ten problem dotyka nas samych, zaczyna się rozmawiać wtedy uderza nas to jak grom z nieba, że prawie każdą z nas to spotkało. I niestety najczęściej z tym problemem zostajemy całkiem same. Ok niby są fora dla Aniołkowych Mama, ale tak jak dla mnie to miejsce było jeszcze bardziej dołujące. Z drugiej strony to właśnie tam można zobaczyć jak kobiety są silne. Potrafią po mimo wielu porażek walczyć dalej.
Ktoś z komentujących napisał o wizycie u psychologa. W najgorszym okresie myślałam o takiej opcji. Nie chciałam jednak iść do pierwszego lepszego, a nie miałam za bardzo kogo się poradzić, do kogo pójść. Znając życie pewnie dostałam bym jakieś psychotropy i tyle. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że przelewając nasz ból i żal na papier, łatwiej nam jest się z nim uporać, stąd ten wpis.

"Czas nie goi ran. Najpierw pozwala nam przyzwyczaić się, zabliźnić, a potem żyć z tymi ranami".Te słowa idealnie opisują moje uczucia. Ja jestem twardą babką, która na co dzień rzadko ukazuje swoje problemy, ale czasami przychodzą takie chwilę, że trzeba je z siebie wyrzucić.

Poronienie jest nadal bardzo wstydliwym tematem, o którym się nie rozmawia. Kobiety najczęściej chcą to zdarzenie wymazać z pamięci i żyć jakby nic sie nie stało, bo niestety wiedzą że nie otrzymają znikąd pomocy. Pół biedy kiedy tak jak ja trafią na opiekę lekarską, która nie pogłębi ich bólu, ale wiem że czasami takie kobiety są bardzo źle traktowane. Personel podchodzi do tematu bardzo prostolinijnie, a potem wracają do domu i zostają z tym same.

Tryb życia, środowisko i wiele czynników niestety wpływa na to, że często dopóki nie usłyszymy pierwszego krzyku dziecka, nie mamy 100% pewności, że zostaniemy rodzicami.

Trzymam mocno kciuki i ciepło myślę o każdej kobiecie, która zmaga się z trudnościami zajścia w ciąże, czy straty tej ciąży. Wierzę w to, że każda z nas po mimo łez i bólu, doczekamy się tego szczęśliwego czasu bycia rodzicem.
  • awatar Gość: Jak ja To dobrze wiem i znam ten ból, dwa razy poroniłam, tak mam 5 letnią córeczkę, ale chcemy mieć jeszcze jedno dziecko, niestety chyba nie jest nam dane, czas nie leczy ran, jedynie je zabliźnia
  • awatar Gość: Podobno te aniołki wracają do nas na ziemię, ja mocno w to wierzę:) poroniłam dwa razy, starając się o dziecko. Za trzecim razem udało się:) urodziłam wymarzoną córeczkę :) jakie było moje zaskoczenie, gdy na wizycie kontrolnej, ok 3miesiące po porodzie dowiedziałam się, że jestem w ciąży... serce jak dzwon, przepiękna córeczka :) oba aniołki wróciły i są ze mną :)
  • awatar amsisley: * ... wiesz i Ty i ja i Ten u Góry. Będę się o Ciebie modlić ! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›
 

 
Bardzo rzadko piszę tutaj o bardzo prywatnych sprawach, ale tym wpisem chciałabym móc zamknąć pewien rozdział w moim życiu, chociaż nie chce zapomnieć.

Właśnie dzisiaj 23 września mogliśmy być najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Moglibyśmy wylewać morze łez szczęścia, moglibyśmy...
jednak podstępny los zaplanował dla nas, dla mnie zupełnie inny scenariusz, taki który wyrywa w sercu dziurę, którą nikt i nic nie jest w stanie zapełnić, a człowiek już nigdy nie jest taki sam jak wcześniej.

Na 23 września miałam datę porodu...

I tu mogłabym zakończyć, bo ból tak bardzo ściska mi serce, że muszę przerywać żeby zebrać myśli i pisać dalej.

O ciąży dowiedziałam się będąc w Berlinie. Jeszcze nigdy nie widziałam tak szybko pojawiającej się drugiej mocnej krechy. Z jednej strony czułam wielką radość, bo udało się beż pomocy lekarza i leków, a z drugiej strach i obawy czy dam sobie radę. W końcu mieliśmy w planach, że zaczniemy starania dopiero w drugiej połowie roku. Mój Mąż od początku oszalał na puncie tej ciąży. Śmiał się, ze skoro ta kreska tak szybko się pojawiła to pewnie bliźniaki. Na wizytę umówiłam się na 8 lutego, do lekarza który prowadził moja poprzednią ciąże. Czułam się rewelacyjnie, podobnie jak w ciąży z Zosią. Nic nie wskazywałoby, że coś będzie nie tak. Chociaż gdzieś w głębi serca moje przeczucie kazało mi nie ogłaszać wszem i wobec o tej ciąży dopóki nie pójdę do lekarza.

W piątek po południu siedziałam w poczekalni na swoja kolej, czekałam żeby zobaczyć moje dzieciątko, zobaczyć i usłyszeć serduszko. Gdy tylko zobaczyłam ekran, wiedziała że coś jest nie tak. Zamiast serduszka zobaczyłam dwa kółeczka, przyczepione do siebie jak ósemka, w jednym już biło serduszko. Lekarz rzucał zdawkowe hasła "ciąża bliźniacza" "jednokosmówkowa" "najbardziej zagrożona". Kazał za tydzień pojechać do Warszawy do kliniki tam zrobić usg, bo podobno mają lepszy sprzęt. Siedziałam tam i nie wierzyłam w to co się działo. Wyszłam i się popłakałam. Mąż się cieszył, że będą bliźniaki i myślał pozytywnie. W domu głupia ja przewertowałam pół internetu czytając o ciążach bliźniaczych jednokosmówkowych i coraz bardziej wpadając w rozpacz. Zadzwoniłam do ordynatorki szpitala w którym rodziłam Zosię. Naświetliłam jej sprawę, a ona kazała przyjechać w poniedziałek. To był mój najgorszy weekend ever. Do szpitala jechałam z dusza na ramieniu. Tam lekarz zrobił mi usg. "Przykro mi. Z tej ciąży nic nie będzie" - to były jedne z pierwszych słów jakie usłyszałam. Nie płakałam, chyba nie miałam już siły. Wypytałam się go o wszystko co tylko przychodziło mi do głowy. Powiedział mi, żebyśmy się o to nie obwiniali, bo czasami tak się dzieje i nie mamy na to najmniejszego wpływu. Mój Mąż, który jest bardzo silnym człowiekiem, po tym jak mu powiedziałam, najzwyczajniej w świecie się popłakał. Miałam czekać, jeżeli do piatku nic samoistnie sie nie wydarzy, wtedy w piątek mam się stawić na oddział. Przez te kilka dni liczyłam na cud, że w piątek pojadę i usłyszę, że jednak chociaż jedno maleństwo miało siłę być żyć. Niestety tak się nie stało. W piątek 13 lutego dzień przed walentynkami o godzinie 18.10 w 8tc definitywnie pożegnałam się z moimi dziećmi. Wcześniej leżałam na patologii ciąży z samymi kobietami w mocno zaawansowanych ciążach z lekiem wywołującym skurcze i w ciszy czułam się tak jakbym zaczynała poród. Nie płakałam, nie chciałam przy nich pokazywać tego co przezywam.Nikt nie odezwał się do mnie ani słowem, chyba nie wiedziały jak. Dopiero po zabiegu, kiedy wybudzali mnie już na sali, powoli i nieśmiało zaczęły się do mnie odzywać. To właśnie rozmowa z nimi pozwoliła mi się trzymać w całości. Najgorsza była noc, kiedy w całym szpitalu jest cisza i nagle słychać płacz noworodków. Następnego dnia wróciłam do domu. Dopiero wtedy tak mocno i całą świadomością dotarły do mnie zdarzania ostatnich dni. Gdyby nie to, że mam Zosię pewnie nie umiałabym się pozbierać po tym wydarzeniu.

Kobiety, które zachodzą w ciąże bez problemu, przechodzą ją bez większych komplikacji i rodzą zdrowe dzieci nawet nie wiedza jakimi są szczęściarami. Ja jestem zła na los, że mi kobiecie, która pragnęła pierwszego dziecka zgotował walkę o to abym mogła być mamą, która pragnęła drugiego, zabrał je szybciej nie dał.

W pierwszych tygodniach szukałam ukojenia na forum Aniołkowych Mam, gdzie prawie codziennie dołączały nowe i zobaczyłam jak jest wiele kobiet, których los w ten sposób tak okrutnie doświadcza. Pół biedy kiedy jest to raz, ale widziałam tam wpisy kobiet które roniły w różnych etapach ciąży po kilka razy i mimo to nie poddawały się i mocno wierzyły, że tym razem ujrzą i przytulą swoje dziecko...

Ja też wierzę, że los się w końcu do nas uśmiechnie, że zostaniemy rodzicami, że Zosia zostanie starszą siostrą. Wierzę mocno, że gdzie tam nasze dwa Maleństwa czuwają nad nami, a my nigdy o nich nie zapomnimy i zawsze zostaną w naszych sercach...
  • awatar Maluchna: Bardzo mi przykro :( widziałam właśnie kiedyś na instagramie Twój komentarz, w którym pisałaś o tej sytuacji i już wtedy było mi strasznie przykro. Wierzę, że będzie Wam dane zostać ponownie rodzicami, że doczekacie się następnego dzidziusia ;*
  • awatar Fashionatka: @Shiny: Pewnie gdy udał nam się kolejny raz zobaczyć te dwie kreski, to długo nikt o tym się nie dowie, cieszę się, że po mimo trudów masz swoje maleństwo przy boku, ja swoje maluszki też mam cały czas przy sobie , są ze mną w moim sercu i zawsze tam zostaną...
  • awatar Shiny: Kochana, pamiętam Cię - też byłam "wrześniówką", na tamtym fioletowym forum dla ciężarnych od razu Cię rozpoznałam po zdjęciach. Pamiętam też, jak odeszłaś z wątku po stracie... :( Bardzo mi z tego powodu było i nadal jest przykro. Ja teraz tulę moje maleństwo, chociaż też nie obyło się bez problemów i strachu, bo urodziłam przedwcześnie... Ale jest już dobrze. Mam nadzieję, że i u Ciebie też będzie z czasem coraz lepiej, a niedługo zobaczysz kolejne 2 kreski, które tym razem zostaną z Wami na zawsze. Trzymajcie się ciepło!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (57) ›
 

 
Do tego wpisu skłonił mnie post, który przeczytałam na fb Beka z mamusiek... W skrócie mama żaliła się w nim, że została niemiło potratowana przez ochronę jednego z hipermarketów, dlatego że jej dziecko jadło kinder niespodziankę.

Nam też się czasami zdarza, najczęściej to jak idziemy do "naszej" Bedry, że Zosia a to dostanie kawałek bułki, a to zjada pączka podczas zakupów, czy napije się napoju. Oczywiście, jeżeli dany produkt zostanie skonsumowany przed dojściem do kasy zawsze informuje osobę na kasie, że miałam jeszcze to i to, ale zostało to już zjedzone i nigdy nie miałam z tego względu żadnych nieprzyjemności. Nie widzę w takim zachowaniu nic złego, samej zdarzyło mi się rozpocząć daną rzecz przed tym jak za nią zapłacę, bo np. chciało mi się bardzo pić, a kolejka kilometrowa.

Niestety nie wszyscy ludzie są wyrozumiali. Będąc niedawno w Galerii Zielonej, chciałam kupić sobie zestaw słuchawkowy, więc była wpatrzona w witrynę, za to moja mama na pobliskim stanowisku kupowała pieczywo. Zupełnie nie zdziwił mnie widok mentosów w ręce Zosi, byłam wręcz przekona, że to babcia dała je Zosi, a babcia że dostawała je ode mnie. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy podeszła do nas kobieta ze stoiska obok przy którym można kupić słodycze i oznajmiła, ze "Malutka zabrała te cukierki (tu wskazując na mentosy) z lady i albo za nie płacę, albo oddaje". Przeprosiłam panią za zaistniałą sytuację, obejrzałam cukierki czy nie zostały otworzone i przy odkładaniu na miejsce powtórzyłam przeprosiny,a pani na to NIC. Nie powiedziała ani słowa, jednym słowem olała mnie totalnie. Ogólnie cała sytuacja przebiegła dość szybko, ale w bardzo niemiłej atmosferze, jakby moja 2,5 letnia córka była jakąś notoryczna złodziejką. Kobieta miała taką minę, że gdyby wyraz twarzy mógł zabić, pewnie dawno byśmy wąchały kwiatki od spodu.

Zosi wyjaśniłam, że nie można tak robić, jak się coś chce wziąć to trzeba najpierw zapłacić, ale dla takiego malucha to jest jeszcze czysta abstrakcja. Leżą cukierki to biorę i tyle.

Jestem ciekawa czy Wam zdarzyły się podobne sytuacje z Waszymi maluchami, a może byłyście świadkami taki zdarzeń. Jestem też ciekawa jak zapatrujecie się na otwieranie i dawanie dziecku rzeczy w sklepie, za które jeszcze nie zapłaciliście.
  • awatar Marlenails: wg mnie nie powinno się jeść czegokolwiek przed zapłaceniem.. byłam kasjerką w markecie i mnie to akurat wkurzało. Ktoś zapomni powiedzieć, opakowanie źle rozerwie (ciężko skasować daną rzecz). czy na serio nie można się wstrzymać ? Mnie mama zawsze uczyła kultury w tej kwestii - nie kupiłeś - nie jesz. I tyle....
  • awatar Antyweszka: Tak czytam te komentarze i zastanawiam się co by było, gdyby dziecku się NATYCHMIAST zachciało BANANKA... którego trzeba zważyć przy kasie...
  • awatar Antyweszka: Chyba jestem jakaś dziwna, ale nie mam śmiałości, żeby otwierać opakowanie czegokolwiek przed zapłaceniem za to. Byłam kiedyś świadkiem takiej sytuacji: Długa kolejka. Dziecko właśnie skonsumowało milky waya prawie razem z papierkiem. Mamusia: "-no daj pani ładnie papierek. Ale ładnie dałeś". Zrobiło mi się szkoda dziewczyny, bo musiała potem wycierać ślinę z blatu i swoich rąk. Wiem, że dzieci są kochane, cacane, najsłodsze i najczystsze na świecie, ale mamy powinny brać pod uwagę opcję, że tylko one tak uważają. Mam nadzieję, że Ty to wiesz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (60) ›
 

 
Czasami są takie dni, takie chwile, że kompletnie nic mi się nie chce. W tym roku taki dni było stanowczo za dużo. Całe szczęście w domu mam takie własne prywatne słońce, które potrafi rozświetlić każdą złą chwilę. To słońce ma na imię Zosia. Przyglądam się jej przy codziennych czynnościach i myślę sobie, że dobrze że jest.

Kiedyś wydawało mi się, że nie ma silniejszego uczucia niż miłość do męża, narzeczonego, partnera, chłopaka. Teraz jednak wiem, że myliłam się. To miłość matki to dziecka jest najsilniejszym uczuciem na świecie. Ta miłość wpija się w serce i pozostaje tam na zawsze i nic, ani nikt nie jest w stanie tego zmienić. Ta miłość pozwala też podnieść się z największego dołka. Nie ma nic piękniejszego niż dziecko, które podchodzi do Ciebie przytula się i mówi "kocham Cię mamo", wtedy wszystko staje się łatwiejsze. Wtedy łzy od razu zmieniają się w śmiech.

Przy tych zdjęciach bawiłyśmy się przednio, chociaż wiatr i Zosia wulkan energii nie ułatwiały zadania, ale będziemy mieć świetna pamiątkę

Ja: Zosia:
kurtka - nn kurtka - zara sh
koszula - house koszula - h&m
spodnie - mango spodnie - h&m
czapka - sh czapka - primark
buty - new balance mivoshoes.pl buty - adidas deichmann























  • awatar Duża M.: Czadowo wyglądacie dziewczyny :)
  • awatar Gość: cudowna z Was rodzinka :)
  • awatar my.garden: Cudowna 'stylowka' dla matki i dziecka ;D Dziewczynke masz przeurocza !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
Nie wiem czy Wy też tak macie, że widzicie daną rzecz i jak rażeni piorunem wiecie, że to jest TO! Ja ostatnio rzadko doznawałam tego uczucia, wiele rzeczy mi się podoba, ale bez efektu WOW! Gdy jednak zobaczyłam te buty moja twarz zmieniła się w emotikonkę z serduszkowymi oczami Przymierzyłam i przepadałam, bo nie dość, że podobały mi się wizualnie, to jeszcze okazały się bardzo wygodne. Dodatkowo ich cena przemawiała na ich kolejny plus, bo były przecenione z 119zł na 59zł

Te buty świetnie prezentują się z jeansami, tak jak w dzisiejszym zestawie, jak i z szortami, o czym miałam okazje się przekonać, podczas ich przymierzania. Dodatkowo odbyłam przemiłą rozmowę z panią, która przekonywała swoja córkę do zakupu takich samych butów.

Sweter to też dość świeży zakup, ale zdążyłam go już bardzo polubić, za to że choć nie wygląda to jest bardzo ciepły. Musze w końcu dać odpocząć mojej szarej narzutce, bo do tej pory bardzo często ją eksploatowałam

sweter - house
spodnie - zara
buty - deichmann
torebka - primark












  • awatar Gość: Fajjjjjjniutko:) myślę,że powinnaś zablokować możliwość komentarzy bo to klasa człowiek poniżej zera,szkoda czasu na bzdury:)
  • awatar Fashionatka: @gość: Tak?! A skąd niby możesz to wiedzieć? Znasz mnie osobiście? Bo jeżeli tak to miej odwagę powiedzieć mi to w twarz, a nie z anonima, bo dla mnie takie osoby to największe dno, ja jestem kulturalna, ale do czasu, moja cierpliwość też się kiedyś i wtedy już przestaje być miła. I wiesz co żal mi ciebie, że musisz dowartościowywać się pisząc z anonima na moim blogu, jakie trzeba mieć puste życie, żeby tak robić
  • awatar Gość: Sama kultura, czyli bylo nie bylo w 100% ty
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (35) ›
 

 
Wszystko co dobre kończy się zdecydowanie za szybko. Jeszcze we wtorek taplałyśmy się w basenie, a już w środowe południe szukałam cieplejszych ubrań. Nie powiem lubię jesień, ale wiecie taką ciepłą i słoneczną, a co najważniejsze suchą, a nie z ciapą, wiatrem i co najgorsze brakiem słońca. Po tym wręcz tropikalnym miesiącu, dzisiaj kiedy niebo szczelnie zasłoniły chmury, miałam ochotę schować się pod koc i pójść spać. Taka pogoda sprawia, że moja energia spada do minimum.

Moja szafę opanowały t-shirty z krótkim rękawem, takich lekki idealnych na upały miałam tyle co kot napłakał. Szukałam ich praktycznie przez całe lato, takich zarówno codziennych jak i bardziej wyjściowych. ceny sklepowe takich koszulek, lekko mnie osłabiały, a w sh jakoś nic się nie trafiało. Aż do ubiegłego wtorku, kiedy takich koszulek wpisujących się w moje wymagania, znalazłam kilka ostatecznie wzięłam dwie, co najśmieszniejsze obydwie z Top Shopu, z których jedna mam na sobie. Mam nadzieję, że wrzesień będzie na tyle łaskawy, że jeszcze uda mi się ją założyć, bo jest mega wygodna do tego cudownie przyjemna w dotyku. Koszula to też ostatni zakup, całkowicie spontaniczny i nieplanowany, chociaż koszula w czerwoną kratę była na mojej liście już od dawien dawna. Lecz wiecie jak to jest, jak chcesz coś kupić, to nie ma opcji, żeby coś Ci wpadło w oko, a jak idziesz w innym celu na zakupy, to zawsze wpadnie Ci to czego poszukiwałaś od dawna Dodatkowo miałam kupon -40%, więc długo o słuszności zakupu myśleć nie musiałam Plus tego dnia kupiłam jeszcze biały sweterek i jesienne buty. Kto obserwuje instagram już te zakupy widział

Dosyć tej paplaniny czas na zestaw

bluzka - top shop sh
koszula - house
szorty - sheinside
buty - nb www.mivoshoes.pl
naszyjnik - sotho.pl














  • awatar seni04: Hej stulizacja jest świetna na bardzo duży plus!☺no i dzięki Tobie skłoniłam się do poszukiwania i kupna tej koszuli. Udało się dzięki allegro. Ponieważ już w sklepach jej nie było. Prezentuje się świetnie w takim wydaniu jak Twoja. Tak więc wielkie dzięki za tą stylizacje. Pozdrawiam serdecznie
  • awatar PinaBela: Świetny look☆☆☆
  • awatar biedronkowa: fajny miodowy blond :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (28) ›
 

 
Często zdarza mi się słyszeć czy też czytać głosy niezadowolenia po pobycie nad naszym polskim morzem. że drogo, że woda zimna, że pogoda niepewna, że pełno ludzi wszędzie itp. itd. Ja jestem taką fanką Bałtyku i Pomorza, że to wszystko absolutnie mi nie przeszkadza. Jako mała dziewczynka w wakacje odwiedziłam swoją rodzinę w Gdyni, raz trafiła się brzydka, deszczowa pogoda, raz piękne słońce i ciepło, ale niezależnie od pogody uwielbiam przebywać nad morzem. To miejsce ma dla mnie wielki sentyment, raz z lat dziecięcych, dwa że w naszą podróż poślubną pojechaliśmy właśnie nad Bałtyk.

Na pewno fajnie jest pojechać gdzieś w ciepłe kraje mieć 100% pewność do pięknej pogody, zobaczyć nowe miejsca itp. Jednak jadąc nad Bałtyk wiem, że nikt po jednym dniu pobytu nie powie mi, że muszę wracać do domu, bo biuro podróży splajtowało, a teraz co chwilę się o tym słyszy. Jedyne miejsce, które bym z miłą chęcią odwiedziła, ale bardziej na własną rękę jest Chorwacja.

W tym roku do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy czy pojedziemy. Zawsze wybierałam miejsce i zamawiałam nocleg ok. 2 tygodni wcześnie. Tym razem zrobiłam to w niedzielne późne popołudnie, a w poniedziałek rano ruszyliśmy w drogę Wybór padł na Władysławowo. Zatrzymaliśmy się w kwaterze prywatnej http://www.eholiday.pl/noclegi-ub9641.html. Gospodarze przemili, pokój czysty i przestronny, łazienka na korytarzu, ale przystosowana tylko do jednego pokoju. Bardzo blisko do centrum, do plaży jakieś 10-15 min pieszą.

To był pierwszy pobyt Zosi nad morzem, drugi jeżeli liczyć to kiedy byłam z nią w ciąży. Miałam obawy czy ten wyjazd jej się spodoba, czy nie będzie marudzić, co mam ze sobą zabrać itd. Jednak te wszystkie moje martwienia rozwiały się gdy tylko dojechaliśmy na miejsce. Zosia byłam zachwycona.

Pierwszego dnia poszliśmy tylko na chwilę na plaże, ponieważ dojechaliśmy około 18, a dzień był bardzo wietrzny, więc na plaży było dosyć chłodno.







Drugiego dnia z racji bardzo wietrznej pogody i wzburzonego morza we Władysławowie, wybraliśmy się na Hel. I tu moja rada - zawsze, ale to zawsze zabierajcie ze sobą ubranie na zmianę. Dojeżdżając na miejsce mieliśmy małą awarię. Nawet nie wiecie jak trudno jest kupić o 10 rano coś dla dwuletniego dziecka w typowo turystycznej miejscowości Jednak jakoś daliśmy radę. Dzień spędziliśmy na plaży od strony zatoki. Woda była chłodna i pływało w niej pełno meduz, ale spokojnie można było się chlapać czy też pływać. Wieczorem poszliśmy pochodzić po Władysławowie.
























Trzeciego dnia mimo dalej wzburzonego morza wybraliśmy plaże we Władysławowie. Zosia poznała nowego kolegę - niesfornego Karola z bardzo wyluzowana mama, która co jakiś czas wykrzykiwała z wychylając czubka nosa zza gazety "Karol, chodź tutaj". Karol za to wolał broić u nas i mieć w nosie nasze uwagi na temat jego zachowania. To chyba typowy przykład bezstresowego zachowania. Chwilę mieliśmy od niego spokój, bo przyczepiła się do innej rodziny, ale tam też chyba mieli go dosyć, bo po pewnym czasie mama dzieci odprowadziła go za rękę do jego parawanu. Na koniec kiedy pojawił się tata Karola, mama naskarżyła, ze nam przeszkadzał (czasami trzeba poprzeszkadzać rzekł tato), Karol zapłakany powiedział do taty, że mama uznała iż go nie kocha. Klimat nadmorski ewidentnie sprzyjał Zosi, bo na plaży w wózku przespała ponad 3h. Wieczorem poszliśmy do lunaparku




















Czwartego dnia wybraliśmy się do Sopotu. Poszliśmy na molo, potem coś zjeść i resztę dnia spędziliśmy na plaży. Bardzo lubię czystość tego miejsca, dbanie o detale. Zosi dopiero na plaży odzyskała humor, wcześniej po przespaniu prawie całej drogi, jej nastrój był kiepski, nawet lody nie były w stanie jej rozchmurzyć




























Piątego dnia z rana poszliśmy "pożegnać" się z Władysławowską plażą i ruszyliśmy do Gdyni odwiedzić moją rodzinę. Przy okazji poszliśmy też na bulwar i Skwer Kościuszki. To był nasz ostatni przystanek i czekał nas powrót do domu. Jak to się mówi wszystko co dobre szybko się kończy...




















Podsumowując to były jedne z lepszych, jak nie najlepszych "wakacji" na jkich byliśmy. Wyjazdy rodzinne są świetne, bo możemy temu małemu człowiekowi pokazać coś fajnego, bo razem możemy spędzić bardzo przyjemnie czas, nigdzie się nie spiesząc. Wiadomo, nie wszystko będzie szło tak jak sobie zaplanujemy np. chciałam nam zrobić sesję na plaży w podobnych strojach, ale Zosia po drzemce nie miała humoru, ale cóż najważniejsze jest to aby robić to, by każdy był zadowolony Mam nadzieję, że w następnym roku uda nam się pojechac na trochę dłużej






  • awatar pnpaulina: *spodnie i niedopasowane do nich buty. Nie jestem jakąś fanką Twojego stylu, czasem bardzo nie podobają mi się stylizacje czy ciuchy. Ale kurcze to Twoje życie, Twój styl i to nie moja działka, żeby Cię oceniać i pisać Ci, że jesteś wieśniarą i analfabetką...Zanim "odważycie" się ponownie napisać o niej coś przykrego, pomyślcie sobie jak WY czulibyście się czytająć coś takiego na swój temat. A Zosia to piękna dziewczynka i niech rośnie zdrowa ;-) A Twój mąż może nie nosi sweterków z Zary i butów Hilfigera, ale za to widać, że kocha Zosię i Ciebie i o Was dba. Musiałam pierwszy raz napisać komentarz, bo już po prostu nie mogłam. Ileż chamstwa.
  • awatar pnpaulina: Boże nie mogę pojąć...Czytam i niedowierzam, że ludzie są do tego zdolni.Jak powierzchownym człowiekiem trzeba być, żeby napisać o czyimś mężu "burak" widząc go tylko na zdjęciach? Ludzie co z Wami?! skąd w Was tyle nienawiści i złości? Czy naprawdę musicie obrażać kogoś z kim na żywo nie zamieniliście ani słowa? Czy Zosia wygląda na nieszczęśliwe dziecko a autorka bloga na nieroba i utrzymankę męża? Ile kobiet żyje w taki sposób? Jeśli może sobie na to pozwolić i mają małe dziecko to niech korzysta, jej wybór! Zośka na tym tylko korzysta! A czy błędy ortograficzne jakie popełnia czynią z niej analfabetkę i niewykształconą "debilkę"? Ludzie..proszę Was. Bo to jest straszne co człowiek człowiekowi potrafi wyrządzić słowem. Ja się cieszę i lubię zaglądać na Twojego bloga, bo widzę w nim prawdziwe życie, rodzinę. A nie stylizowanie siebie, dziecka, wszystkiego wokół do zdjęć, żeby ludzie dawali lajki, komenatarze, a słupki rosły. Gdzie przyszło nam żyć, że o wartości człowieka decydują
  • awatar Gość: dawno mnie tu nie było. Ależ fajna ta wasza rodzinka, wakacje super!! Zazdroszczę, ja jeszcze 2 pracowite dni i też wreszcie lecę na urlop!! Uff. A na razie muszą mi starczyć wasze zdjęcia :) Buziaki:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (58) ›