• Wpisów: 1542
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 06:57
  • Licznik odwiedzin: 2 743 516 / 3610 dni
 
darkmoon
 
Fashionatka: Bardzo rzadko piszę tutaj o bardzo prywatnych sprawach, ale tym wpisem chciałabym móc zamknąć pewien rozdział w moim życiu, chociaż nie chce zapomnieć.

Właśnie dzisiaj 23 września mogliśmy być najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Moglibyśmy wylewać morze łez szczęścia, moglibyśmy...
jednak podstępny los zaplanował dla nas, dla mnie zupełnie inny scenariusz, taki który wyrywa w sercu dziurę, którą nikt i nic nie jest w stanie zapełnić, a człowiek już nigdy nie jest taki sam jak wcześniej.

Na 23 września miałam datę porodu...

I tu mogłabym zakończyć, bo ból tak bardzo ściska mi serce, że muszę przerywać żeby zebrać myśli i pisać dalej.

O ciąży dowiedziałam się będąc w Berlinie. Jeszcze nigdy nie widziałam tak szybko pojawiającej się drugiej mocnej krechy. Z jednej strony czułam wielką radość, bo udało się beż pomocy lekarza i leków, a z drugiej strach i obawy czy dam sobie radę. W końcu mieliśmy w planach, że zaczniemy starania dopiero w drugiej połowie roku. Mój Mąż od początku oszalał na puncie tej ciąży. Śmiał się, ze skoro ta kreska tak szybko się pojawiła to pewnie bliźniaki. Na wizytę umówiłam się na 8 lutego, do lekarza który prowadził moja poprzednią ciąże. Czułam się rewelacyjnie, podobnie jak w ciąży z Zosią. Nic nie wskazywałoby, że coś będzie nie tak. Chociaż gdzieś w głębi serca moje przeczucie kazało mi nie ogłaszać wszem i wobec o tej ciąży dopóki nie pójdę do lekarza.

W piątek po południu siedziałam w poczekalni na swoja kolej, czekałam żeby zobaczyć moje dzieciątko, zobaczyć i usłyszeć serduszko. Gdy tylko zobaczyłam ekran, wiedziała że coś jest nie tak. Zamiast serduszka zobaczyłam dwa kółeczka, przyczepione do siebie jak ósemka, w jednym już biło serduszko. Lekarz rzucał zdawkowe hasła "ciąża bliźniacza" "jednokosmówkowa" "najbardziej zagrożona". Kazał za tydzień pojechać do Warszawy do kliniki tam zrobić usg, bo podobno mają lepszy sprzęt. Siedziałam tam i nie wierzyłam w to co się działo. Wyszłam i się popłakałam. Mąż się cieszył, że będą bliźniaki i myślał pozytywnie. W domu głupia ja przewertowałam pół internetu czytając o ciążach bliźniaczych jednokosmówkowych i coraz bardziej wpadając w rozpacz. Zadzwoniłam do ordynatorki szpitala w którym rodziłam Zosię. Naświetliłam jej sprawę, a ona kazała przyjechać w poniedziałek. To był mój najgorszy weekend ever. Do szpitala jechałam z dusza na ramieniu. Tam lekarz zrobił mi usg. "Przykro mi. Z tej ciąży nic nie będzie" - to były jedne z pierwszych słów jakie usłyszałam. Nie płakałam, chyba nie miałam już siły. Wypytałam się go o wszystko co tylko przychodziło mi do głowy. Powiedział mi, żebyśmy się o to nie obwiniali, bo czasami tak się dzieje i nie mamy na to najmniejszego wpływu. Mój Mąż, który jest bardzo silnym człowiekiem, po tym jak mu powiedziałam, najzwyczajniej w świecie się popłakał. Miałam czekać, jeżeli do piatku nic samoistnie sie nie wydarzy, wtedy w piątek mam się stawić na oddział. Przez te kilka dni liczyłam na cud, że w piątek pojadę i usłyszę, że jednak chociaż jedno maleństwo miało siłę być żyć. Niestety tak się nie stało. W piątek 13 lutego dzień przed walentynkami o godzinie 18.10 w 8tc definitywnie pożegnałam się z moimi dziećmi. Wcześniej leżałam na patologii ciąży z samymi kobietami w mocno zaawansowanych ciążach z lekiem wywołującym skurcze i w ciszy czułam się tak jakbym zaczynała poród. Nie płakałam, nie chciałam przy nich pokazywać tego co przezywam.Nikt nie odezwał się do mnie ani słowem, chyba nie wiedziały jak. Dopiero po zabiegu, kiedy wybudzali mnie już na sali, powoli i nieśmiało zaczęły się do mnie odzywać. To właśnie rozmowa z nimi pozwoliła mi się trzymać w całości. Najgorsza była noc, kiedy w całym szpitalu jest cisza i nagle słychać płacz noworodków. Następnego dnia wróciłam do domu. Dopiero wtedy tak mocno i całą świadomością dotarły do mnie zdarzania ostatnich dni. Gdyby nie to, że mam Zosię pewnie nie umiałabym się pozbierać po tym wydarzeniu.

Kobiety, które zachodzą w ciąże bez problemu, przechodzą ją bez większych komplikacji i rodzą zdrowe dzieci nawet nie wiedza jakimi są szczęściarami. Ja jestem zła na los, że mi kobiecie, która pragnęła pierwszego dziecka zgotował walkę o to abym mogła być mamą, która pragnęła drugiego, zabrał je szybciej nie dał.

W pierwszych tygodniach szukałam ukojenia na forum Aniołkowych Mam, gdzie prawie codziennie dołączały nowe i zobaczyłam jak jest wiele kobiet, których los w ten sposób tak okrutnie doświadcza. Pół biedy kiedy jest to raz, ale widziałam tam wpisy kobiet które roniły w różnych etapach ciąży po kilka razy i mimo to nie poddawały się i mocno wierzyły, że tym razem ujrzą i przytulą swoje dziecko...

Ja też wierzę, że los się w końcu do nas uśmiechnie, że zostaniemy rodzicami, że Zosia zostanie starszą siostrą. Wierzę mocno, że gdzie tam nasze dwa Maleństwa czuwają nad nami, a my nigdy o nich nie zapomnimy i zawsze zostaną w naszych sercach...

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Bardzo mi przykro :( widziałam właśnie kiedyś na instagramie Twój komentarz, w którym pisałaś o tej sytuacji i już wtedy było mi strasznie przykro. Wierzę, że będzie Wam dane zostać ponownie rodzicami, że doczekacie się następnego dzidziusia ;*
     
  •  
     
    @Shiny: Pewnie gdy udał nam się kolejny raz zobaczyć te dwie kreski, to długo nikt o tym się nie dowie, cieszę się, że po mimo trudów masz swoje maleństwo przy boku, ja swoje maluszki też mam cały czas przy sobie , są ze mną w moim sercu i zawsze tam zostaną...
     
  •  
     
    Kochana, pamiętam Cię - też byłam "wrześniówką", na tamtym fioletowym forum dla ciężarnych od razu Cię rozpoznałam po zdjęciach. Pamiętam też, jak odeszłaś z wątku po stracie... :( Bardzo mi z tego powodu było i nadal jest przykro.
    Ja teraz tulę moje maleństwo, chociaż też nie obyło się bez problemów i strachu, bo urodziłam przedwcześnie... Ale jest już dobrze. Mam nadzieję, że i u Ciebie też będzie z czasem coraz lepiej, a niedługo zobaczysz kolejne 2 kreski, które tym razem zostaną z Wami na zawsze. Trzymajcie się ciepło!!!
     
  • awatar
     
     
    A.
    Wiem dokładnie jaki koszmar Cię spotkał, ponieważ w zeszłym roku 12 grudnia przeszłam to samo, tylko to była moja pierwsza ciąża i bałam się ze mogę już nigdy nie mieć dzieci.To straszne chwile dla każdej kobiety. Nigdy nie zapomnę tego bólu. Ale szczęście do mnie się uśmiechnęło i dokładnie rok po tym zdarzeniu mam wyznaczony termin porodu. Czekam teraz na moją córeczkę. Pozdrawiam.
     
  •  
     
    Trzymałam się dopóki nie wspomniałaś o Twoim mężu. Strasznie mi przykro :(
     
  • awatar
     
     
    gość
    @gość: Może i paradoks ale moja znajoma właśnie po 10 latach starań została matką. Niezbadane są wyroki boskie.
     
  •  
     
    Bardzo Wam wspolczuje:( wierze ze sie uda i Zosia bedzie najlepsza starsza siostra
     
  • awatar
     
     
    gość
    Anablog -> a co ma powiedzieć? Powinna zaakceptować fakt, że nie będzie matką (biologiczną). Po 10 latach to już najwyższa pora się z tym pogodzić. Skoro za każdym razem to takie koszmarne przeżycie, to czemu nieustannie próbuje? Trochę paradoks.
     
  • awatar
     
     
    Kasia
    Wiem, że to co powiem nie będzie żadną pociechą, ale uwierz mi, jest wiele gorszych przypadków. Moja koleżanka ostatnio urodziła dziecko bez rąk i nóg ...

    Kochana ! Jesteś młoda, zdrowa, masz Zosie, męża, wszystko jeszcze przed wami. Wiem, że może mi łatwo mówić bo to duża tragedia, ale ja jestem z tych co starają się nie rozpamiętywać.Ciesz się życiem, mężem, córką - jak nie będzie spiny, to będzie i drugi dzidziuś ;)

    A co do psychologa to uważam że bardzo się mylisz - psychotropy przepisuje psychiatra w przypadku chorób i zaburzeń psychicznych ;) Psycholog starałby ci się pomóc przez samą rozmowę - jest osoba postronną, która nie jest nacechowana emocjonalnie do Twojej sytuacji. Psycholog na pewno nie jest osobą która pogłaska po główce i powiem nie martw się, zajdziesz w ciąże. Nie na tym to polega ;) (mam męża psychologa ;)) Może jednak warto spróbować? Może to, że masz problemy z zajściem w ciąże wiąże się z twoją psychiką, obawą przed stratą ? Nie zaszkodzi spróbować ;))
     
  •  
     
    Moim zdaniem powinnaś zamknąć ten rozdział i nie rozpaczać. Masz Zosie i to powinno się liczyć. A co ma powiedzieć kobieta. która stara się o dziecko 10 lata i nie może donosić ciąży? Za każdym razem traci dziecko? Znam wiele gorszych przypadków . Powodzenia !
     
  •  
     
     
  •  
     
    bardzo mi przykro... :( ale masz Zosie i to na niej powinnas sie skupic i cieszyc sie z kazdej chwili z nia spedzona :) a z czasem, w najmniej oczekiwanym momencie pojawi sie dzieciatko:) powodzenia!
     
  • awatar
     
     
    gość
    Kochana, bardzo mi przykro. Teraz odczekaj, wycisz się, bo taką stratę trzeba przeboleć. Kiedy nadejdzie lepszy czas, spróbujecie ponownie. A teraz dziękuj Bogu za córcię którą masz u boku. Mam 30 lat, problemy zdrowotne i nie wiem czy kiedykolwiek zostanę mamą... Masz juz jedno dziecko, traktuj je jak dar z nieba! A za jakiś czas, kiedy najmniej będziesz się tego spodziewać, pojawią się znów wyśnione dwie kreseczki...
     
  •  
     
    Kochana trzymaj się jakoś :* Powodzenia i nie poddawaj się! :)
     
  •  
     
    Poplakalam się...nie mam słów na ta sytuacje...zycze Wam zeby jeszcze się udało i trzymam kciuki żeby było to jak najszybciej. Tymczasem pomodle się za te dwie duszyczki. Trzymaj się :*
     
  •  
     
    Wiele przeżyliście obydwoje, nikt nie powinien takich rzeczy przeżyć :(. Obydwie jednak będziemy cieszyły się jeszcze ze zdrowych maluszków.
     
  •  
     
    Próbuje sklecić jakieś zdanie no i nie potrafię. Powiem tak- często oglądam Wasze zdjęcia czy tu czy na instagramie, zawsze pełne radości, miłości wręcz podnoszące na duchu. Cięzko uwierzyć, że spotkała Was taka tragedia.

    Jesteście cudowną rodziną i mimo, że Was nie znam jest mi autentycznie przykro, że takie tragedie dotykają tak dobrych ludzi.

    Macie siebie, jesteście rodziną i w tym największa siła nawet w takich chwilach.
    Pomodle się, żeby Wasze marzenia o dziecku się spełniły.

    Dużo siły! :*
     
  •  
     
    przykro mi :( ostatnio moje dwie koleżanki poroniły, w tym jedna ciąże bliźniaczą. nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz. ale ważne, że o tym mówisz, że nie tłumisz w sobie tego. na pewno los jeszcze pozwoli wam cieszyć się z ciąży i narodzin kolejnego dziecka.
     
  •  
     
    @blizniaczka:  jak coś zapraszam na prywatnego jak chcesz pogadać
     
  • awatar
     
     
    gość
    a może jednak lepsza byłaby wizyta u psychologa?
     
  •  
     
    masz Zosię i to jest wielka ulga w tym cierpieniu ja swoje aniołki straciłam w ciągu jednego roku kwiecień 6 tydzień i później październik 9 tydzień teraz jestem w 4 miesiącu od dziś i bardzo chce , żeby się udało ale wariuje ze strachu dosłownie tak jak pisała dziewczyna wcześniej każdy ból brzucha ,wizyta w toalecie to masakra, wszyscy mówią ciesz się a ja drżę przed kazdym usg. Odpocznij daj sobie jakieś 3 miesiące i do dzieła ja nie poddawałam się bo za każdym razem myślę , ze jakbym nie spróbowała to by nie było teraz bijącego serduszka i wystajacego brzuszka tylko ten lęk, ze mi go znów zabierze -choć może będzie litościwy i da nam go/ją wiara tylko ona i św. Rita-od spraw trudnych i beznadziejnych .Wysyłam dużo miłości i wiary w was , pomodlę się za Ciebie
     
  •  
     
    Współczuję Ci ogromie!! Trzymaj się i nie trać wiary!!
     
  •  
     
    przykro mi kochana...nie potrafie sobie nawet wyobrazic co czujesz...
     
  •  
     
    Na pewno niedlugo uraczysz nas dobrą wiadomością. Jestem tego pewna, trzymam za to mocno kciuki, Uda się musi się udać!!!
     
  •  
     
    wiem, co czujesz, bo niestety też to przeżyłam,
    starałam się o ciążę pół roku, a w 10tc miałam zabieg :( straciłam moje wyczekane dziecko
    bardzo chciałabym mieć dziecko, ale jak narazie mi nie wychodzi...
    Ty przynajmniej masz Zosię, ja nie wiem czy kiedykolwiek będę mamą...
    Trzymam kcikuki, żeby Ci się udało :*
     
  • awatar
     
     
    Malinowa25
    To wielka strata, ale pamiętaj ile wysiłku kosztowało Was, żeby mieć Zosię. Też to przerabiałam, zabieg, leczenie... zaszłaś w ciąże bez wspomagania, to niczyja wina, że ją straciłaś... pomyśl, że jeszcze Wam się uda. Wiem jakie to jest bolesne, czekanie, nadzieja, comiesięczny płacz... ciesz się Zosieńką, a na pewno wszystko się ułoży :)
     
  •  
     
    bardzo mi przykro :( jestem pewna że z czasem uda się Wam i będziecie tulić w ramionach śliczne maleństwo :*
     
  •  
     
    Przykro mi :/ trzymaj się dzielnie kochana. .
     
  •  
     
    Wielokrotnie zastanawiało mnie, co tak bardzo wpłynęło na to, że często pisałaś, że to najcięższy rok w twoim życiu, ale mimo wszystko się nie poddajesz. Nie wyobrażała sobie, że było Ci aż tak ciężko... Jesteś wspaniałą, dzielną kobietą i ogromnie mi przykro, że doswiadczyłaś takiej straty :( Na pewno jeszcze doczekacie się ukochanego maleństwa, nie może być inaczej. Przesyłam Ci i Twojemu mężowi mnóstwo pozytywnych myśli :* :* :*
     
  •  
     
    Wiem przez co przechodzisz, wspolczuje, pierwsza ciaze tez poronilam, tuz po slubie ;( potem m-ce nieudanych prob i moj wielki zal i smutek. Pozytywny test zrobilam w dniu poprzedniej daty porodu
     
  •  
     
    Wierzę,że Twoje marzenie się spełni:*
     
  •  
     
    Wiele kobiet jest w podobnej sytuacji do Twojej.
    Moja siostra, na początku tamtego roku straciła ciążę, nie poddała się i teraz ma śliczna córeczkę.

    Jesteś silna kobieta,  masz wspaniałego męża i fantastyczna Zosię. Głowa do góry.
    Trzymam kciuki za to żeby kolejny raz się udało.
     
  •  
  •  
     
    Aguś! masz Zosie!!! tylko to się liczy!
     
  •  
     
    Tak mi przykro:( jestescie super rodzinka i wierze i trzymam mocno kciuki, zeby sie ona powiekszyla:*:*:*
     
  •  
     
    O Boże, tak mi przykro ): Trzymaj się dzielnie, tylko nadzieja i wiara może Cię uratować :*
    Swoją drogą, jak to jest, że osoby, którym najbardziej zależy na posiadaniu dzieci, mają takie straszne problemy.. Mam przyjaciółkę, która marzy o byciu matką odkąd się znamy, a co chwilę wychodzi coś nowego, co staje na przeszkodzie.. Przykre ):
     
  •  
     
    Pozostaje tylko wierzyć, ze się nam jeszcze kiedys uda. Bardzo mi przykro kochana.
     
  •  
     
    Przykro mi, nawet nie umiem sobie wyobrazic jaki to bol. Moja mama urodzila blizniaczki, ktore zyly dwa dni. Mialyby teraz 28 lat. Poplakalam sie jak to czytalam :( trzymaj sie
     
  •  
     
    Nawet nie wiem co napisać :( straszne to jest :( przykro mi, że tak się stało, ale trzymam mocno kciuki, żeby Zosia miała rodzeństwo!!!
     
  •  
     
    Łączę się z Tobą w bólu :( wiem co przeżywasz :( Moje pierwsze dziecko za dwa miesiące skończyłoby siedem lat :( :( :( Miał być Wiktor :( :( ....
     
  • awatar
     
     
    gość
    Przytulam wirtualnie, bo żadne słowa nie są w stanie ukoić bólu.
    Jesteście wspaniałymi Rodzicami, a Zosia z pewnością kiedyś będzie super siostrą. Trzymam kciuki żeby tak się stało...
    Wierzę,że się uda!
     
  •  
     
    O moją Lilianka staraliśmy się trzy lata. Dwie pierwsze ciąże się nie utrzymaly. Byłyma w tragicznym stanie i doskonale wiem  co czujesz.  Jesteśmy z tobą kochana.
     
  •  
     
    Bardzo współczuję  ,  i trzymam  kciuki  żeby  Wasze  marzenia  o drugim  dziecku  się  spełniły  ;)
     
  •  
     
    tak strasznie mi przykro nawet nie wiem co powiedziec :( trzymajcie sie :*
     
  •  
     
    Bardzo mi przykro... mam nadzieje ze za jakis czas bedziecie sie mogli cieszyc drugim dzieciatkiem.
     
  •  
     
    Czytajac Twoj wpis wróciły do mnie te uczucia kiedy ja swoja pierwsza ciaze o która staralismy sie naprawde długo tez straciłam.W 6  tyg straciłam moje maleństwo.Kto tego nie przezył nie wie co czuje kobieta w tych chwilach.Gdy zaszłam w druga ciaze kazda wizyta w toalecie była trauma czy nie bedzie krwi....udało sie.urodziłam zdrowego synka i Bogu dziekuje ze mogłam zostac mama.
     
  •  
     
    Dokladnie wiem co czujesz, jestem w pierwszej ciazy w 5tc i bardzo slabo przyrasta mi bHcg... W sobote dopiero usg i dowiem sie co bedzie dalej, ale tak strasznie sie boje :(...
     
  •