• Wpisów: 1542
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 06:57
  • Licznik odwiedzin: 2 750 378 / 3708 dni
 
darkmoon
 
Od kiedy stałam się użytkownikiem instagramu wpadłam w pułapkę "chce to, co mają inni". I tu nie chodzi o rzeczy dla mnie, tylko rzeczy dla Zosi, bo jak wiemy mamuśki są najlepszymi pochłaniaczami, tego co oferuję nam sklepy itp.
Na nic zdawały się tłumaczenia, ale po co, to na pewno się nie przyda, nie zda egzaminu itp. ja to chciałam, koniec kropka! Nie ważne, że powoli nie mam gdzie postawić nogi, bo tyle jest tych rzeczy, że dosłownie każda wolna przestrzeń jest zajęta, a to przez pudło z zabawkami, a to przez pudło z ciuchami, a dom niestety z gumy nie jest, a wyrzucać na strych szkoda, bo może zaraz się przyda (taaa szczególnie te małe ciuszki, z których Zosia już wieki temu wyrosła :D ).

Powoli klapki na moich oczach zaczęły mi się otwierać, kiedy zamówiłam Zosi wkładkę do wózka firmy La Millou, bo wiecie to +100lansu, bo kazdy ma, więc dlaczego nie ble, ble, ble. Nie dość, że kobieta, która adresowała paczkę wpisała błędny kod pocztowy i ta paczka przez dwa dni krążyła miedzy Radomiem, a Kielcami i jak się dowiedziałam na infolinii PP, to normalne zjawisko tak ma być (wtf?!). Całe szczęście dzięki mojej interwencji i świetnej Pani z poczty radomskiej w końcu paczka do mnie dotarła. Sorry, ale za 100zł to oczekiwałam czegoś więcej, a tu przyszły dwa kawałki materiału, w środku tej ocieplinki tyle co kot napłakał, dyndające nitki. Kurcze już ten woreczek, w którym była ta wkładka był lepiej wykonany :/ Już nie wspomnę, że potem na allegro znalazłam takie same wkładki do wózka ( w sensie pomysłu), tylko o połowę tańsze i o wiele lepiej wykonane. No cóż, chciałaćym b światowa to mam :P

Potem przyszedł czas wyjazdu. Wiadomo bagażnik nie jest z gumy, więc za dużo zabrać nie mogłam. I wiecie co? Nie brakowało ani mi, ani tym bardziej Zosi tych wszystkich glamotów, tych stert ciuchów, tych niepotrzebnych gadżetów, które trzeba mieć, bo jak nie masz to nie istniejesz. Przyjechałam i przejrzałam na oczy. Zaczęłam od szafy. Koniec sentymentów, że ciuch, którego nie noszę już 2 sezon, nagle na 3 zabłyśnie jak dawno nie zakładany diament. Nie, on już nie zabłyśnie. Dla chomika jakim jestem jest to bardzo trudna sprawa pozbywanie się rzeczy, ale gdy zaczęłam to robić poczułam jakąś ulgę, takie jakby katharsis. I totalnie pozbyłam się wyrzutów sumienia, że Zośka nie ma drewnianego wózka, rowerka biegowego najbardziej okrzyczanej firmy, że nie ma w szafie najnowszej kolekcji ciuchów, które są jakościowo jak te z sieciówek tylko dwa razy droższe itp. itd.

Ostatnie dni jeszcze bardziej dały mi odczuć, że to nie rzeczy i ich posiadanie liczy się najbardziej w życiu. Najbardziej w życiu liczą się ludzie, którzy są obok nas, rodzina oraz zdrowie. Coś co na chwilę złamało mnie, pozwoliło mi na bycie silniejszą niż do tej pory, na docenienie tego co mam jeszcze bardziej...
Nie warto jest gonić za dobrem materialnym, jeszcze gdzieś w tej gonitwie zatracamy siebie.
11007801_721008124680920_1696802726_n.jpg

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego