Wpisy użytkownika Fashionatka z dnia 1 sierpnia 2012

Liczba wpisów: 1

darkmoon
 
Moi Kochanie chciałabym bardzo podziękować wszystkim razem i każdemu z osobna, za gratulacje i życzenia dla mnie i dla Bąbelka :) Aż mi się łezka ze wzruszenia zakręciła, gdy czytałam Wasze komentarze, wpisy i wiadomości prywatne :)

Staram się nie pisać za dużo o moim życiu prywatnym, a szczególnie o moich problemach i troskach, jednak tutaj chciałabym zrobić wyjątek, gdyż teraz wiem jak dużo jest kobiet/dziewczyn borykających się z problemem zajścia w ciąże...

Decyzję o powiększeniu rodziny, po długich rozmowach, rozważeniu wszystkich za i przeciw podjęliśmy w maju ubiegłego roku. Ja byłam świecie przekonana, że zajmie nam to 2 góra 3 cykle...
Oczywiście na początku to był totalny spontan, ale gdy kolejny raz jak w zegarku pojawiała się @ zaczęło mnie to zastanawiać. Udałam się do lekarza, do którego już wcześniej chodziłam, a on stwierdził, że mam zapalenia przydatków i najpierw trzeba je wyleczyć, żeby zajść w ciąże. Więc leczyłam je z uporem maniaka, a na moje podpytywanie na temat ciąży lekarz stwierdził, żebym sobie poczytała w internecie :s. Dodam, iż wszystkie wizyty były prywatne... Szale goryczy przelał kiedy na moje pytanie o zajście w ciąże, powiedział, cyt."że ciąże to, mogę sobie z głowy wybić", nie wyjaśniając mi dlaczego mam sobie ją wybić z głowy...
Dodatkowo powiem, że byłam leczona, a nie badana...

Na początku tego roku poszłam do innego puławskiego lekarza, który stwierdził, że on tu nie widzi, żadnego schorzenia, że jest wszystko ok. ale on moim przypadkiem się nie zajmę, najlepiej jak udam się do kliniki leczenia bezpłodności... :0 ;(

Czas mijał, koleżanki, znajome, rodzina zachodziły w ciąże, a u nas nic...
Aż w końcu w marcu poszłam do poleconego przez koleżankę lekarza, który w ciągu jednego cyklu wystawił mi diagnozę - brak owulacji.
Dostałam clostilbegyt, bardziej znany pod skrótem CLO, leczący przypadłość związana z brakiem owulacji. Co miesiąc chodziłam na monitoring, leki świetnie na mnie działały, a ciąży brak :( W końcu lekarz w tym 3 cyklu z lekiem wypisał mi skierowanie na HSG. Już psychicznie nastawiłam się na to badanie, bo stwierdziłam, że jak się wcześniej nie udawało, to teraz też się nie uda...

Już pod koniec cyklu czułam się zupełnie inaczej niż podczas wcześniejszych tych nieudanych, dopadło mnie przeziębienie, wyskoczyła opryszczka, ryczeć mi się chciało z byle powodu i ogólnie czułam się do dupy...

Obiecałam sobie, że w sobotę zrobię test, gdyż przyjeżdżała do nas rodzinka, grille te sprawy i nie wiedziałam czy będę mogła wypić jakikolwiek alkohol...
Zanim zrobiłam test, zmierzyłam sobie temp. bo przez jakiś czas prowadziłam wykresy temp. żeby lepiej poznać swój cykl - termometr pokazał magiczna liczbę 37,02... To już mi dało do myślenia, ale nie chciałam się niepotrzebnie nakręcać.

Gdy zobaczyłam te dwie magiczne kreski na teście, to mnie po prostu zamurowało. Z racji bardzo wczesnej pory zastanawiałam się, czy to nie jest sen. Poszłam do męża i powiedziałam "Kochanie chyba się nam udało" na co mój zaspany małżonek, przewracając się z boku na bok powiedział " to dobrze" :D Dopiero gdy się dobrze obudził, to mocno mnie wyściskał i wycałował. Oboje jeszcze baliśmy się cieszyć z tej wiadomości. Dopiero zaczęliśmy powoli wierzyć, po tym ja w poniedziałek odebrałam wyniki bety, a potem lekarz powiedział, że Bąbelek jest we właściwym miejscu i rozwija się prawidłowo :)

A teraz obydwoje czekamy na kolejna wizytę i usłyszenie bicia serduszka naszego Skarbka :)


W tym miejscu chciałabym napisać kilka słów do dziewczyn, które bezskutecznie próbują zajść w ciąże.

Po pierwsze i najważniejsze to znalezienie dobrego lekarza, u mnie było to do 3 razy sztuka, ale nie zrażajcie się kolejnymi beznadziejnymi wizytami, nie wszyscy lekarze to konowały, są też tacy, którzy naprawdę znają się na rzeczy.

Po drugie, nie czytajcie żadnych for internetowych, bo to samo zło i jeszcze bardziej negatywnie się nakręcacie.

Po trzecie, jak widać nastawienie ma duże znaczenie, choć to jeżeli bardzo mocno pragnie się zajść w ciąże, jest czasami niewykonalne, znam to doskonale z własnego doświadczenia jednak widzę, że dziewczyny, które wrzucają na luz szybciej zachodzą w ciąże :) Coś w tej psychice musi być.

Życzę z całego serca każdej staraczce, aby jak najszybciej ujrzała te dwie magiczne kreski na teście :)


Edit> teraz wiecie, dlaczego tak bardzo nie lubię tekstów typu: "najwyższy czas na dziecko", "powinniście zacząć się starać" etc. życie płata różne "figle" i czasami lepiej jest ugryźć się w języki, niż paplać trzy po trzy, ponieważ nigdy nie wiemy czy dana para nie ma problemów z płodnością, takie pytania są dla nich niezręczne, a nawet bolesne...

Ja osobiście przechodziłam wzloty i upadki, ale starałam się tego nie pokazywać, co zresztą jak widać dobrze mi się udało...
  • awatar Pekkola.: No i wszystko zakonczylo sie happy endem :) gratuluje ci wytrwania i tego ze walczylas do konca mimo ze wiatr wial ci mocno w oczy.. :* gratuluje raz jeszcze babelka!
  • awatar Anna_: jesteś tak samo szczęśliwa jak ja:) też noszę pod sercem małego Groszka:)
  • awatar Adrianna1905: 'poczytaj w internecie'? :o o jeny co to za lekarz. ach cudowne chwile, ja tez bd miala z tym problemy takze doskonale Cie rozumiem. :*
Pokaż wszystkie (133) ›